Profilaktyka dzieciozy

Dziecioza to choroba dwubiegunowa przenoszona drogą płciową. Charakterystyczne dla niej są wahania nastrojów - od infantylnego ciumkania o brzusiu i fasolce po narzekanie, że wraz z narodzinami dziecka kończy się szczęśliwe życie. Niekiedy dominują okresy trajkotania o słodkim bobasku, niekiedy obnoszenia się swoim poświęceniem dla niewdzięcznego bachora.

Wpis

czwartek, 01 grudnia 2011

"Wysokich Obcasów" walka z matkami

"Wysokie Obcasy" kolejny raz szczują na matki. Wychodzi na to, że najpoważniejszym problemem na rynku pracy jest wyzyskiwanie współpracowników i pracodawców przez matki małych dzieci. Dopiero co trzy miesiące temu opublikowano wywiad z psycholożką dr Dorotą Merecz-Kot pt. "Nie masz dzieci, tyraj za wszystkich", a już temat kontynuowany jest w kolejnym wywiadzie z tą panią, tym razem pt. "Mamuśki w pracy".

 

W sierpniu czytaliśmy wyznania singielki, która musi wykonywać pracę za koleżanki-matki, jeśli ich dzieci są chore etc. Oczywiście prawie zawsze ona i w dodatku nie w ramach płatnych nadgodzin. Diagnoza? Winne są matki. Bo przecież nie pracodawca, który nierówno rozdziela obowiązki i nie płaci za nadgodziny...

Nie dość więc, że za nadużycia pracodawców obwiniane są matki, to cała sytuacja przedstawiana jest jako powszechny problem. Zdaniem dr Merecz-Kot:

"singielka to najniższy poziom w tej społecznej hierarchii roszczeń: najpierw są rodzinni z dziećmi, samotni rodzice, małżonkowie, single mężczyźni (bo oni mają wiele innych zajęć), a na samym końcu kobiety singielki."

Singielki jako grupa najbardziej dyskryminowana na rynku pracy? Ciekawa koncepcja, zważywszy np. na powszechne zwalnianie matek, jak tylko wrócą z urlopu macierzyńskiego, przenoszenie ich na gorsze stanowiska, omijanie przy awansach. A przede wszystkim zacznijmy od tego, że kobieta mająca dzieci ma mniejsze szanse na znalezienie pracy niż kobieta bezdzietna (co ciekawe, w przeciwieństwie do mężczyzn, u których wskaźnik zatrudnienia ojców jest wyższy niż bezdzietnych, dane tutaj).

Dziwi mnie też takie etykietowanie przez psycholożkę. Naprawdę mało profesjonalne jest używanie przez nią bagatelizujących określeń typu "rodzinni" czy "mamuśki".

 

Z nowego wywiadu z dr Merecz-Kot dowiadujemy się, że:

"Wrogiem matek są same matki. To przez matki cwaniaczki te z nas, które chcą poważnie traktować swoją pracę i jednocześnie realizować się w roli matki, stają się, za przeproszeniem, towarem wysokiego ryzyka na rynku pracy".

Tekstowi towarzyszy kuriozalny obrazek z leniwymi, półleżącymi przy biurkach ciężarnymi.

Znowu czytamy o wykorzystywaniu współpracowników przez matki. Tym razem w roli głównej występują nie złośliwe zwolnienia na chore dzieci, tylko niecne zwolnienia lekarskie w ciąży i paskudne urlopy macierzyńskie, przez które inni muszą więcej pracować. A czy to wina matki, że pracodawca nie zatrudnił nikogo na zastępstwo, tylko zrzucił jej obowiązki na innych pracowników nie płacąc im za nadgodziny? Przecież za urlop macierzyński płaci ZUS, a nie pracodawca (podobnie jak za zwolnienie lekarskie po miesiącu), byłyby więc środki na pensję dla zastępcy. Firmy wolą sobie jednak zaoszczędzić wyzyskując innych pracowników, tylko jakim cudem to wina kobiet na macierzyńskim?

Psycholożka puszcza też wodze fantazji:

"Mamy wpisany w zbiorową świadomość nakaz ochrony słabych i niewinnych. Matka z dzieckiem, kobieta w ciąży jest jego ikoną. Jak w ludowym powiedzeniu, że kobiecie w ciąży się nie odmawia, bo to sprowadza nieszczęście. Stąd tendencja do postrzegania macierzyństwa jako stanu, w którym kobiecie należy się troska i zrozumienie dla jej potrzeb. Ten nakaz ma za zadanie spajać społeczność i gwarantować jej przetrwanie. I czy tego chcemy, czy nie, przenosi się w pewnym zakresie na sytuację w pracy."

Dawno nie czytałam większych bzdur. Jak widać dane o dyskryminacji matek to jakaś bujda, bo przecież z ludowych powiedzeń wynika co innego, bez komentarza...

 

A może problemem jest to, że opieka nad dzieckiem spoczywa głównie na matkach i to one muszą brać dni wolne, gdy dziecko jest chore, bo ojcowie mniej się angażują? I na to psycholożka ma odpowiedź:

"Na razie większość matek swoją postawą i zachowaniem dobitnie pokazuje swoim partnerom, że do opieki nad dzieckiem, szczególnie chorym, się nie nadają, a przynajmniej nie są tak dobrzy w tej roli jak one same. Mężczyźni się wycofują, a my, kobiety, zaczynamy przenosić swoje oczekiwania dotyczące wsparcia na innych."

No pewnie, bo przecież mężczyźni nie migają się od obowiązków domowych, skądże. Taka opcja tu nie pada. Same jesteśmy sobie winne. To, jak bardzo panowie nierzadko się garną do opieki nad dziećmi dobitnie pokazuje inny tekst z „Wysokich Obcasów", pod jakże znamiennym tytułem "Wojna domowa".

Czym jeszcze uraczy nas pani Merecz-Kot? Czekam z niecierpliwością.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
baba-84
Czas publikacji:
czwartek, 01 grudnia 2011 12:27

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • mama_pietruszki napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/03 15:51:03:

    Artykułu nie czytałam, ale masz rację - wylano dziecko z kąpielą. Na pewno są matki które nadużywaja swoich uprawnień. Ale większość znanych mi matek staje na rzęsach żeby pogodzić pracę i dom. I dla nich (nas) takie farmazony są wysoce krzywdzące.

  • very_bad_mother napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/05 11:20:26:

    No dokładnie mam takie same odczucia co do strategii "Wysokich Obcasów". I nie mogę się doczekać z czym następym wyskoczą.
    No ale czego się spodziewać po takim "narzędziu Szatana" - dawno temu na naukach przedmałżenskich, które musieliśmy z małżonkiem odbebnić ksiądz wskazywał WO jako źrodło zła wszelkiego, zgnilizny moralnej i kampanii antyrodzinnej ;-)))

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/05 14:42:05:

    @mama_pietruszki - No pewnie, zgadzam się, że są takie, co nadużywają. Ale porównanie ilości zwolnień lekarskich mężczyzn i kobiet wcale nie jest tak jednoznaczne, jak mogłoby wynikać z WO:
    m.onet.pl/biznes/4083805,detal.html
    Poza tym brakuje tu szerszego kontekstu. Kobiety nie są idiotkami i nie maja samobójczych strategii - po co by miały iść w ciąży na zwolnienie bez wyraźnej potrzeby, jeśli dobrze zarabiają i są doceniane? Przecież nie chciałyby takiej pracy stracić. Ale ponieważ często zarabiają mniej niż koledzy, w ciąży są degradowane itd. itp. - to skąd ta lojalność wobec pracodawcy ma się brać? Błędne koło.

    @very_bad_mother - Coś w tym jest. ;-)

  • kobietawkryzysie napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/06 08:38:20:

    Też zwróciłam uwagę na ten artykuł:) Ale jest tam na końcu trafne zdanie dotyczące mężczyzn (że ich to jakoś dziwnie nie dotyczy jakby dzieci nie mieli:)

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/06 10:09:05:

    No zdanie na końcu jest, fakt, ale to powinien być raczej znaczący kontekst (jeden z wielu).

  • very_bad_mother napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/09 12:00:10:

    U mnie facet bierze zwolnienia na dziecko. jednak dopiero od niedawna, a jak bylismy piękni i młodzi w początkach kariery i z pierwszym dzieckiem, to roniliśmy łzy i zostawialiśmy chore babciom.

  • nemuri_neko napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 21:49:43:

    Miło byłoby, gdyby tzw. rodzinni cieszyli się swoim szczęściem a resztę po prostu zostawili w spokoju. Posiadanie rodziny to osobisty kaprys i nic się nikomu z tego powodu nie należy. Ta roszczeniowość jest ohydna a wszelkie ataki i próby wykazania jakie to bezsensowne i puste jest życie bez dzieci świadczą tylko o ogromnym rozczarowaniu własnym życiem.

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 22:01:07:

    "wszelkie ataki i próby wykazania jakie to bezsensowne i puste jest życie bez dzieci świadczą tylko o ogromnym rozczarowaniu własnym życiem."

    Wygląda na to, że nie przeczytałaś tego posta ze zrozumieniem. Nie dotyczy on oceny czyichkolwiek wyborów o posiadaniu dzieci lub rezygnacji z nich, tylko obwiniania matek tudzież ciężarnych za nadużycia pracodawców, którzy nie potrafią/nie chcą sprawiedliwie rozdzielać pracy, płacić za nadgodziny, zatrudniać osób na zastępstwo za kobiety na macierzyńskim.

  • nemuri_neko napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 22:30:42:

    Można pluć na pracodawców, ale pracę każdy chciałby mieć. Przynajmniej każdy, kto musi zarabiać.

    Tylko: kogo zatrudnić? Kobietę? Młodą, bezdzietną? To zaraz "zaciąży". I pracownika nie ma, i zwolnić nie wolno - etat zablokowany... Młodą matkę? No, musi być zorganizowana, może i kredyt spłaca, to i zaciśnie zęby jakby co - ale zaraz dziecko zachoruje i nie ma bata, nie będzie taka pracować. Niby jest pracownik a go nie ma: etat jest opłacany cały, wykonywany jest w 3/4. Dlaczego jako pracodawca mam jeszcze kogoś ekstra zatrudniać i opłacać? Niech się to pensum rozejdzie wśród tych pracowników, których mam - bo jak zatrudnie jakąś nową, to mi po okresie próbnym w ciążę zajdzie... i kółko się zamyka.

    Tak, ciężarne wykorzystują pracodawców: planując życie prywatne głęboko w poważaniu mają plany szefa/firmy. Tak, mamuśki wykorzystują współpracowników: bo jak mają chore dziecko, to każdy ma być do usług. Tak, pracodawcy wykorzystują pracowników: bo ktoś musi normę wyrobić.

    Życie to nie bajka.

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 22:41:09:

    "Dlaczego jako pracodawca mam jeszcze kogoś ekstra zatrudniać i opłacać? "

    Za macierzyński pracodawca nie płaci przecież.


    "Tak, ciężarne wykorzystują pracodawców: planując życie prywatne głęboko w poważaniu mają plany szefa/firmy."

    To mają szefa pytać o zgodę na ciążę? Jak to sobie wyobrażasz? Zresztą często starania o dziecko trwają miesiące, czasem lata - ma po każdym cyklu dawać znać, czy to już, czy jeszcze nie?



    "Tak, mamuśki wykorzystują współpracowników: bo jak mają chore dziecko, to każdy ma być do usług."

    Niektóre pewnie tak, ale wszystkie matki nie tworzą przecież takich toksycznych, jednostronnych relacji w pracy. Poza tym relacje w rodzinie się zmieniają. U mnie akurat mąż ma pracę umożliwiającą łatwe wzięcie wolnego. Gdybym była matką, nie chciałabym być z automatu traktowana jako osoba, która się będzie zwalniać.


    "Tak, pracodawcy wykorzystują pracowników: bo ktoś musi normę wyrobić. "

    No i to jest jak rozumiem pewnik, na który się nie narzeka? Zamiast tego obwinia się matki?

    Pracodawcy muszą zrozumieć, że wyzyskiwany pracownik to nie jest lojalny pracownik.

  • nemuri_neko napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 23:10:26:

    "Za macierzyński pracodawca nie płaci przecież."
    Nie płaci. Płaci za to podatnik. Dziękuję bardzo!

    No i żeby ktoś jednak pracował podczas kiedy niby-pracownik oddaje się rozkoszom macierzyństwa, trzeba kogoś zatrudnić. Ale kto wie, na jak długo - może mamuśka wróci na etat?? No to zatrudnimy kogoś na umowę śmieciową...

    "To mają szefa pytać o zgodę na ciążę?"
    Nie wiem jak w Polsce, ale pytanie o plany dotyczące rozwoju życia prywatnego na rozmowie wstępnej jest zabronione. Jeśli więc przyszły pracodawca spyta, czy zamierzasz założyć rodzinę, można:
    a) powiedzieć prawdę - "TAK" - pracodawca sobie swoje pomyśli i raczej nie zadzwoni
    b) skłamać - "NIE", choć w sumie plany takie masz - i to nie podlega żadnym sankcjom

    Pozostaje pytanie, czy to jest fair? Pracodawcy zależy na tym, żeby mieć małą rotację, żeby nie musieć co 6 miesięcy zatrudniać i przyuczać nowych. Co w tym dziwnego?

    Jeśli ja mam gdzieś plany firmy, to firma może mieć gdzieś plany moje, prawda?

    I - nawet gdyby ten sen miał sie spełnić i mąż brałby wolne przy chorym dziecku - to jest to kwestia biologii: nikt mi nie wmówi, że kobieta mająca chore dziecko w domu, nawet pod opieką mężą, jest w stanie skupić się na pracy. I tak zostanie tak długo, póki tylko kobiety są w stanie rodzić. I tu się kończy równouprawnienie.

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/12 23:30:21:

    ""Za macierzyński pracodawca nie płaci przecież."
    Nie płaci. Płaci za to podatnik. Dziękuję bardzo!"

    Twoje pytanie brzmiało "Dlaczego jako pracodawca mam jeszcze kogoś ekstra zatrudniać i opłacać?", więc to, że płaci podatnik, ma się akurat nijak do tego pytania.
    Ale widzę, że nie chodzi Ci o żadne nadużywanie zwolnień etc., tylko też o sam fakt istnienia macierzyńskiego. Czyli co? Od razu po porodzie do pracy?


    "jest to kwestia biologii: nikt mi nie wmówi, że kobieta mająca chore dziecko w domu, nawet pod opieką mężą, jest w stanie skupić się na pracy. I tak zostanie tak długo, póki tylko kobiety są w stanie rodzić."

    Owszem, rodzenie to kwestia biologii, opieka zaś nie. Jeśli ojciec od początku brał udział w opiece nad dzieckiem, to jest w stanie się zająć dzieckiem równie dobrze, chorym czy zdrowym, nie przesadzajmy.


    Co do pytań o rodzinę na rozmowie o pracę to rozmowa toczyła się na temat pracodawców, nie na temat potencjalnych pracodawców ("Tak, ciężarne wykorzystują pracodawców: planując życie prywatne głęboko w poważaniu mają plany szefa/firmy.") Kiedy zatem Twoim zdaniem informować szefa o staraniach o dziecko?

  • kobietawkryzysie napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/14 08:27:28:

    Macierzyństwo nie jest w interesie KONKRETNEGO pracodawcy, ale w interesie CAŁEGO społeczeństwa może już tak?
    Zdecydujmy się, czy dzieci są w Polsce potrzebne czy nie?!
    Bo na razie jest tak: są potrzebne (społeczeństwo się starzeje, system emerytalny się chwieje), ale dopóki NIE obciążają podatnika. Bo jak zaczynają obciążać, o to już jest "prywatna sprawa" rodziców (jak tu parę osób napisałao u góry).
    Tyle, że rodzice też umieją liczyć (a dzieci kosztują) i albo odkładają macierzyństwo na święty nigdy, albo wyjeżdżają rodzić do Anglii.

  • very_bad_mother napisał(a) komentarz datowany na 2011/12/14 15:53:48:

    @Nemuri_neko - ależ pie...lisz. Jako pracownik firmy pelnej młodych, starszych i calkiem starych matek serdecznie Cię zapraszam do obejrzenia ich ciężkiej i solidnej pracy w naturze. Na dodatek ja sama zostałam tam zatrudniona w 5-tym miesiącu ciąży, przepracowałam do samego końca, częściowo na odległość, teraz jestem na macierzyńskim i nikomu nie blokuję etatu, bo wszystko jest kwestią dobrej woli. Na moim miejscu pracuje młoda dziewczyna, która dzięki temu uczy się zawodu, a mnie chwilowo oplaca ZUS. Tak wilk jest syty i owca cała. Robota idzie naprzód, ja hoduję nowego obywatela, dziewczyna nabywa cennego doświadczenia. takie uprzedzenia jakie ty tutaj sprzedajesz powodują, że ludziom sie nie chce myśleć i szukać wyjścia z sytuacji, która faktycznie trudna jest ale i pracować i rozmnażać się ludzie chcą.

  • Gość anutek115 napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/12/15 22:50:08:

    "Nie wiem jak w Polsce, ale pytanie o plany dotyczące rozwoju życia prywatnego na rozmowie wstępnej jest zabronione."

    Nie bardzo rozumiem, co to znaczy "nie wiem jak w Polsce, ale pytanie jest zabronione", gdzie jest zabronione w takim razie i czemu wspominamy to miejsce, skoro i artykuł, i wpis dotyczyły Polski?

    " Jeśli więc przyszły pracodawca spyta, czy zamierzasz założyć rodzinę,

    Nie spyta, bo jest to zabronione, czyz nie?

    ""można:
    a) powiedzieć prawdę - "TAK" - pracodawca sobie swoje pomyśli i raczej nie zadzwoni
    b) skłamać - "NIE", choć w sumie plany takie masz - i to nie podlega żadnym sankcjom"

    A wniosek z tego jaki?

    I jakie sankcje miałyby dotknąć osobę, która powiedziałaby "nie"? Oraz skąd pracodawca miałby wiedzieć, czy skłamała, czy powiedziała prawdę, a potem ją (bo rozumiem, że mężczyźni martwić się i o pytania, i o sytuację rodzinną nie muszą) rzeczywistość zaskoczyła (historia notuje takie wypadki)?

    "Pozostaje pytanie, czy to jest fair? Pracodawcy zależy na tym, żeby mieć małą rotację, żeby nie musieć co 6 miesięcy zatrudniać i przyuczać nowych. Co w tym dziwnego?"

    Ale czy co jest fair? Że pracodawca pyta? Że mu nie wolno zapytać? Że kandydatka do pracy kłamie? Że mówi prawdę,? Że chce miec w ogóle dzieci? Coś jeszcze innego?

    Przyznam, że nie rozumiem twojego punktu widzenia (pomijając zagmatwanie logiczne w tym akurat wpisie) - jedyne, czego zdołałam się domyślić, to, że twoim zdaniem kobiety mające dzieci nie powinny pracować zawodowo albo, jeśli kobieta planuje rodzinę, nie powinna (na wszelki wypadek) pracy podejmować. Bo jak podejmie, to bedzie musiala kłamać, biologia zrobi z niej marnego pracownika, bedzie naciągać i oszukiwać...

    A jesli źle zrozumiałam, to właściwie - co proponujesz?

  • daria_nowak napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 18:43:41:

    Tak jak artykuł był stronniczy, tak i Twój komentarz do niego nie jest stronniczości pozbawiony.
    Zatrudniłam dziewczynę, która jasno powiedziała, że stara się o dziecko. Po trzech miesiącach upewniłam się tylko w tym, że jest sumienna, nie robi numerów i praca ja interesuje. Dostała umowę na stałe. Miałam pracownicę za którą wszyscy musieli robić, bo wisiała na telefonie bo obiadek, bo plasterek, bo mały tam tylko z babcią biedulek... Dwie ciąże spędzone na zwolnieniu, bo mąż powiedział, ze nie powinna chodzić do pracy, a lekarka wypisała (jej słowa).
    Z innej beczki? Mam pracownicę, która przebąkuje, ze musi chyba iść na zwolnienie na mamusię swą 62 letnią, która 2 tyg. temu miała operację, dochodzi do siebie pod okiem męża, (z opowiadań pracownicy - snutych na bieżąco) jest w dobrej formie, ale tylko przy niej dojdzie do siebie.
    Ludzie są różni.
    Ale z pewnością większość zapamięta negatywne przypadki, bo przez ich działania ponosili konsekwencje. W efekcie - tak, największymi wrogami matek są mamuśki - cwaniaczki.

  • daria_nowak napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 18:43:52:

    Tak jak artykuł był stronniczy, tak i Twój komentarz do niego nie jest stronniczości pozbawiony.
    Zatrudniłam dziewczynę, która jasno powiedziała, że stara się o dziecko. Po trzech miesiącach upewniłam się tylko w tym, że jest sumienna, nie robi numerów i praca ja interesuje. Dostała umowę na stałe. Miałam pracownicę za którą wszyscy musieli robić, bo wisiała na telefonie bo obiadek, bo plasterek, bo mały tam tylko z babcią biedulek... Dwie ciąże spędzone na zwolnieniu, bo mąż powiedział, ze nie powinna chodzić do pracy, a lekarka wypisała (jej słowa).
    Z innej beczki? Mam pracownicę, która przebąkuje, ze musi chyba iść na zwolnienie na mamusię swą 62 letnią, która 2 tyg. temu miała operację, dochodzi do siebie pod okiem męża, (z opowiadań pracownicy - snutych na bieżąco) jest w dobrej formie, ale tylko przy niej dojdzie do siebie.
    Ludzie są różni.
    Ale z pewnością większość zapamięta negatywne przypadki, bo przez ich działania ponosili konsekwencje. W efekcie - tak, największymi wrogami matek są mamuśki - cwaniaczki.

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 20:33:56:

    "Miałam pracownicę za którą wszyscy musieli robić, bo wisiała na telefonie bo obiadek, bo plasterek, bo mały tam tylko z babcią biedulek... Dwie ciąże spędzone na zwolnieniu, bo mąż powiedział, ze nie powinna chodzić do pracy, a lekarka wypisała (jej słowa)."

    Skoro była taka beznadziejna, to dlaczego nie zwolniłaś jej między jedną ciążą a drugą?

  • daria_nowak napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 20:40:02:

    Może dlatego, ze nie potrafię być świnią i daję szansę? Tylko jedną. Dwa lata temu się pożegnałyśmy.
    A to coś zmienia?
    Zobacz, jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - o tą "dobrą" nie zapytałaś;).

  • baba-84 napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 20:43:13:

    O dobrą? Myślałam, że cały czas piszesz o jednej osobie, że jak dostała umowę na stałe to stała się pracownicą, za którą wszyscy musieli robić.

  • daria_nowak napisał(a) komentarz datowany na 2012/04/30 20:49:13:

    Dwie różne osoby - totalnie odmienne osobowości. Wszystko zależy od tego jakim się jest człowiekiem.
    Ale tych złych zwyczajnie lepiej się zapamiętuje, bo "dają w kość". Poza tym normalny stosunek do pracy powinien być oczywistością, niezależnie od stanu rodzinnego.

Dodaj komentarz

Autorzy

Kanał informacyjny

Lilypie First Birthday tickers

Opcje Bloxa